Od najdawniejszych czasów ulubioną rozrywką możnych było polowanie. Jedną
z jego form było polowanie konno, ze sforą psów. Do dziś takie polowania na
lisy odbywają się w Anglii. Istnieją kluby polowań konnych oraz ludzie,
którzy żyją z utrzymywania sfor
specjalnie do tego celu. We Francji polowano w ten sposób na jelenie. Nie wiem,
czy ma to miejsce we Francji do dzisiaj. W ubiegłym roku (2000)
widziałem jeszcze reportaż z takiego polowania. W tych dniach oglądałem we
francuskiej telewizji podobny, ale myśliwi gościli w jakiejś byłej republice
Związku Radzieckiego (chyba w Kazachstanie - niestety, nie znam francuskiego).
Polowania te są okrutne i - trzeba przyznać - całkiem bezsensowne. Lis jest
rozszarpywany przez sforę psów i tyle go myśliwi oglądają. Jeleń goniony jest
tak długo, aż padnie z wyczerpania. Następnie trofea w postaci np. poroża, czy
skóry zachowują myśliwi, a reszta dawana jest psom na pożarcie. Psy pożerają
jelenia do ostatniego kawałeczka przy dźwiękach trąb (?) myśliwskich i pod okiem
publiczności. Wyglądało to trochę jak jakaś czarna msza. W Niemczech również
istnieją kluby polowań konnych, ale już od dawna są to polowania imitowane.
Jeden z jeźdźców zakłada sztuczny ślad, za którym podążają psy, a za nimi jeźdźcy.
Na końcu czeka na psy nagroda w postaci wielkiej porcji mięsa (ha! też mięsa,
ale przygotowanego w sposób humanitarny). Polowanie zaliczają ci jeźdźcy,
którzy dotrą do celu zanim psy zjedzą mięso.
W Polsce odbiciem tradycji polowań konnych jest Bieg Myśliwski Świętego Huberta,
którym czci się święto patrona myśliwych (także leśników, sportowców, matematyków i metalowców,
a nawet - w tradycji ludowej - lunatyków i chorych na epilepsję). Przypada ono na dzień
3. listopada i główne biegi odbywają się tego dnia lub w najbliższy mu weekend.
Jednak ze względu na wielkie zainteresowanie tymi biegami, zwanymi krótko Hubertusami,
trwają one od połowy października do połowy listopada. Jest to "polowanie" całkowicie
symboliczne, bez psów, a "lisem" jest jeden z jeźdźców z przypiętą do lewego ramienia
lisia kitą. Chcąc wziąć czynny udział w Hubertusie trzeba przede wszystkim pamiętać,
że jest to ŚWIĘTO! Obowiązuje więc odpowiedni strój. Klasyczny strój myśliwski to
czerwony frak, białe bryczesy, czarne buty jeździeckie z brązowymi mankietami oraz
irchowe rękawiczki. Na głowie oczywiście toczek. Dopuszczalny jest również strój taki,
jaki obowiązuje na zawodach jeździeckich. Trzeci wariant, to tak zwany strój dżentelmeński:
marynarka w pepitkę, bryczesy, czarne buty, biała koszula i ciemny krawat. Ale jaki by
to nie był strój - ma być odświętnie i elegancko! Należy też bardziej niż zwykle zadbać
o wygląd konia. Koń i jego rząd powinny lśnić czystością. Dobrze jest też zadbać
o jakieś dodatkowe, odświętne ozdoby: wstążeczki, warkoczyki itp. Należy też dbać o dobrą
atmosferę imprezy, a nic tu nie działa tak dobrze, jak nienaganne zachowanie uczestników.
Na przykład, o ile nic tak nie podnosi nastroju jak odrobina szlachetnego trunku, o tyle
nic tak nie psuje zabawy jak jego nadużycie. Należy być dżentelmenem również w czasie jazdy.
Nie wolno opuszczać przydzielonego nam miejsca w zastępie, aż do finałowej pogoni za lisem.
Nie wolno zajeżdżać innym drogi ani najeżdżać na poprzedzającego jeźdźca. Największym grzechem
jest wyprzedzanie prowadzącego zastęp mastra. No i w czasie finałowej pogoni za lisem też
trzeba panować nad swoimi emocjami, żeby nie stanowić zagrożenia dla siebie i swojego konia,
jak i pozostałych jeźdźców i koni.
Hubertus to przede wszystkim wspólna jazda w terenie, której organizator powinien zadbać
o pewne podstawowe sprawy. Należą do nich bezpieczeństwo, atrakcje dla uczestników biegu
oraz atrakcje dla osób towarzyszących czyli widzów. Trasę należy dostosować do umiejętności
jeźdźców i możliwości koni. Przeszkody do skakania powinny być niezbyt wysokie, ale za to
solidnej konstrukcji. Powinno też być miejsce na ich ominięcie dla jeźdźców, którzy zechcą
zrezygnować ze skoków. W każde miejsce trasy powinien móc dojechać wóz, a najlepiej samochód,
na wypadek gdyby ktoś nie mógł kontynuować jazdy konno. Wiąże się z tym konieczność zapewnienia
dwóch - trzech luzaków, którzy w razie czego mogą przejąć konie takich "delikwentów".
Podstawową atrakcją dla jeźdźców są galopy i skoki. Trzeba jednak pamiętać o widzach i zaplanować
je w takich miejscach, w których będą mogli je oglądać. Kolejną atrakcją powinno być krótkie,
około pół godziny, spotkanie w połowie trasy. Jeźdźcy mogą się napić gorącej herbaty, czy nawet
zjeść kiełbaskę upieczoną nad ogniskiem. Widzowie mogą poobcować z końmi, a któryś może nawet zechce dosiąść
konia i trochę postępować. No i wreszcie gwóźdź programu - pogoń za lisem. Dla mniej wprawnych
jeźdźców lub dzieci lis może być szukany - jest nim ukryta gdzieś pod korzeniami czy gałęziami
lisia kita. Pogoń za lisem jest tym momentem, na który czekaliśmy cały rok i który będziemy
wspominać przez rok następny. Niech więc to będzie sport dżentelmenów, a nie rugby. Niech wspomnienia
tych, którzy gonili lisa są tak samo wspaniałe, jak tego jednego, jedynego triumfatora - czego
życzę wszystkim miłośnikom koni i jazdy konnej.