W roku 2001 dzień Św. Huberta - 3. listopada - przypadł w sobotę. Dzięki temu jeden z biegów
myśliwskich mógł odbyć się dokładnie w dzień Patrona. Jednak z powodu dużej liczby chętnych,
pierwsza grupa świętowała już tydzień wcześniej, 27. października.
Pogoda dopisała wspaniale. Jeźdźcy stawili się w stajni niemal dwie godziny przed
planowanym wyjazdem. Przecież tego dnia wszystko jest wyjątkowe. Konie muszą lśnić czystością
bardziej niż zwykle, a i przybrać je i ufryzować trzeba odświętnie. Trzeba też przygotować wóz
dla gości.
Wreszcie - po krótkiej odprawie i symbolicznym strzemiennym wypitym łykiem szampana - ruszyli!
Za niecałą godzinę zaplanowano pierwsze spotkanie jeźdźców z gośćmi jadącymi na wozie. Miało
ono miejsce na leśnej drodze, na której zbudowano parę przeszkód. Wóz przybył na miejsce pierwszy,
ale zanim wszyscy wypili po kubku herbaty, dało się słyszeć tętent galopujących koni. W promieniach
słońca przedzierających się przez gałęzie drzew jeźdźcy dali pierwszy popis zręczności w skokach
przez przeszkody.
Po krótkim odpoczynku znów goście na jakiś czas rozstali się z uczestnikami biegu. Kolejne spotkanie,
tym razem na dłuższy postój z lekkim posiłkiem, miał miejsce koło leśniczówki. Chętni goście mogli na
chwilę dosiąść koni. Jednak wesołej atmosferze towarzyszyły coraz większe emocje. Przed nami ostatni etap
przed finałową pogonią za lisem. Co bardziej doświadczeni udzielają rad pozostałym - jak najlepiej podejść
lisa? Czy z lewej? A może jednak z prawej? ...
Wreszcie - wszyscy przybywają na pole, na którym emocje sięgną zenitu. Przybywający jeźdźcy
- jak zwykle - na początek popisują się przed widzami skokami przez przeszkody.
I już na linii startu ..
W oddali pojawił się lis. "Myśliwi" czekają na sygnał trąbki.
Pogoń okazała się niezwykle emocjonująca. Mimo wielokrotnego złudzenia, że już... już...
pościg trwał i trwał - ku uciesze publiczności. Lis - jak to lis - okazał się znakomitym graczem.
W końcu jednak musiał dać za wygraną. Siła złego na jednego. Szczęśliwy zwycięzca w triumfalnym
geście unosi lisią kitę do góry, prezentując publiczności swoje trofeum.
Wielkie brawa dla zwycięzcy!
Wielkie brawa dla lisa!
Jeszcze tylko Mistrz Ceremonii udekoruje wszystkie konie pamiątkowymi flots.
Otrzyma je zarówno zwycięzca ...
... jak i wszyscy pozostali uczestnicy biegu.
Flots będą później dumnie zdobiły mieszkania jeźdźców, będąc - na długie lata -
cenną pamiątką i dowodem ich dzielności.
Po tak spędzonym dniu dopisywał nie tylko humor, ale także apetyt ...
Konie w stajni - wyczyszczone, napojone i nakarmione - można cieszyć się biesiadą
przy ognisku.
Tę wspaniałą zabawę zawdzięczamy właścicielowi stajni w Owińskach pod Poznaniem, znawcy
tradycji myśliwskich i jeździeckich (w tym całego mnóstwa pieśni i piosenek), Stefanowi
Szymanowskiemu oraz jego synowi - Arturowi, będącemu naszym instruktorem jeździectwa.
Z kronikarskiego obowiązku można dodać, że lisem była nasza koleżanka Asia, pełniąca równocześnie
funkcję mastra. "Upolował" ją Pan Jan. I jeszcze - za tydzień lisa upolowała jego córka, Małgosia :)