Forum Nasza Szkapa Strona Główna Nasza Szkapa
forum ło qniach


odwiedź naszą stronę:

www.naszaszkapa.pl



Nie pytaj, co Szkapa może dać Tobie. Zapytaj, co Ty możesz dać Szkapie?

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Szkolenie nowicjusza. Jak powinno wyglądać?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Nasza Szkapa Strona Główna -> O koniach na poważnie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
sniez
źrebak
źrebak


Dołączył: 11 Maj 2010
Posty: 25
Skąd: Łódź

PostWysłany: Sob. 15 Maj. 2010, 01:34    Temat postu: Szkolenie nowicjusza. Jak powinno wyglądać? Odpowiedz z cytatem

Mam pewien kłopot nie dający mi spokoju i pragnąłbym refleksji osób, które zechcą przeczytać ten post do końca.

Nie jestem jeźdźcem. Wyjechałem sobie "prawie" nad morze do stadniny
na długi weekend. Agroturystyka, owce, króliki konie i moja rodzina.

Spróbowałem jazdy na koniu. Żadnych lonży, pierwsza godzina stęp, kłus
anglezowany. Koń mądry, trzyma wolne tempo i chodzi w kółko po
padoku "skracając" sobie trasę. Reaguje na łydki, ale z kierowaniem
trudno. Druga godzina jadę z instruktorem w las. Mój koń trzyma tempo
poprzedzającego konia z instruktorem (jedziemy we dwójkę) . Górki,
dołki, gałęzie, brodzenie po kolana w jeziorze, koń się potyka, ale cudem
nie spadam przez jego łeb. Konie w drodze powrotnej wyrywały się do
galopu, ale wstrzymywałem aby nie było upadku. Po tej drugiej godzinie
myślałem, że boga za nogi złapałem. To było fantastyczne, pomimo
poobcieranych prawie do krwi łydek, zakwasów i trochę obitego tyłka -
chciałem tylko jeździć na mojej ślicznej klaczy. Kolejny dzień - pada
deszcz, ale nic to, obolały umawiam się na jazdy w krytej ujeżdżalni. Nie
siodłałem konia, nie czyściłem, nie wiem jak montuje się "osprzęt" konia i
jak się nim opiekować, ale pytam o co tylko się da. W krytej ujeżdżalni
poznaję anglezowanie na właściwą łopatkę, dosiad ćwiczebny bez
strzemion i półsiad (ostatnie właściwie w teorii) oraz skręcanie na literki -
koń z tym ostatnim słucha się różnie. Trzecia godzina za mną. W pamięci
mam te próby galopu z wypadu do lasu. Chcę to poczuć jeszcze raz, nie
mogę zasnąć... W dniu powrotu do domu umawiam się na jazdy,
instruktor widzi, że nie mogę się doczekać i każe przygotować dla mnie
konia. Wsiadam, błędów dużo - ruszam za mocno rękami, pięta za
wysoko, nogi do przodu, koń przy skręcaniu słucha się "różnie" - wiem że
problemy w jeździe to moja wina, więc nie używam trzymanego w ręku
palcata (swoją drogą przekładanie go na krytej ujeżdżalni sprawia trochę
problemów). Nadchodzi ostatnia, czwarta godzina. Kłus w siadzie
ćwiczebnym. Instruktor mówi "przećwiczymy sobie galop". Dziewczynka
reaguje na przyłożoną łydkę prawie natychmiast - chętnie wyrywa się do
galopu - pół okrążenia i odpoczynek. Teraz wiem, galop to jedna z
najprzyjemniejszych rzeczy na świecie! Trener nie odpuszcza, kładzie
kłody pod nogi - dosłownie, i każe przejeżdżać przez nie na luźnej wodzy
w półsiadzie. Trudno z równowagą ale nie spadam. Na koniec
rozsiodłałem konia i gdzieś przy okazji wyszczotkowałem moją
dziewczynkę. Moja klacz "cmoka" mnie za to w kark gdy wyczesuję jej
przednie nogi (chyba bardzo ją polubiłem, a ona pozwala się sobą
opiekować i się na dodatek odwdzięcza!).

Wracamy do domu, ale konie nie dają mi spokoju. Chcę jak najszybciej
umówić się na jazdy. Znajduję stadninę niedalego, umawiam się,
przychodzę. Mówię, że trochę jeździłem - instruktorka na to - zobaczymy
co Pan umie. Podstawiają konia (trochę niski i niezbyt krępy, a ja ważę
prawie 90 kg i mam 190 cm wzrostu), nie umiem dopasować strzemion
(co przyjęto ze zdziwieniem). "Proszę przejść do stępa". Przykładam
łydki, mocniej, używam całej siły, odstawiam łydki i próbuję z lekkiego
"zamachu". Koń stoi jak wryty. Jestem przerażony i trochę podłamany, a
instruktor mówi, że jednak zaczniemy od lonży. Na lonży mam
anglezować, robić kilka okrążenia w półsiadzie (nogi bolą przy takim
uścisku i równowagę trudno utrzymać), wyjmuję na polecenie nogi ze
strzemion i mam anglezować bez nich (trudne, nigdy nie ćwiczone i
raczej sprawia mi to kłopot, choć staram się nie walić koniowi po
kręgosłupie). Jadę wreszcie bez lonży. Koń jedzie sam. Chcę go
zatrzymać - działa na chwilę, później sam rusza żółwim stempem.
Próbuję kilka razy go zatrzymać - zawsze to samo - wraca do stempa.
Mam już palcat. Aby zakłusować muszę go użyć (czasem kilkakrotnie).
Koń wiesza mi się na wodzach i chce trzymać łeb przy ziemi spacerując
sobie - nie wiem jak sobie z tym poradzić. O galopie mogę zapomnieć
przez najbliższe pół roku... Jazdy kończymy ćwiczeniami na równowagę -
nogi w górę itp - w sumie to mi się podobało. Na koniec jeden chłopak z
obsługi siada na konia na którym jeździłem dość żwawym stempem i
kłusem. Instruktor każe zrobić 3 koła galopem na co słyszę "spróbuję".
Koń dostaje mocne kopniaki piętami i dwa razy palcatem po tyłku. Dwa
trzy fule i wraca do kłusa. Znowu dostaje od pracownika batem i po
każdej fuli piętami w żebra. Trzyma galop choć nie wygląda na
zadowolonego.

Nie znam się na jeździectwie, ale czy moje pierwsze kontakty z
jeździectwem są idyllą i nigdzie tak nie ma, czy po prostu zadrwiono ze
mnie w moim rodzinnym mieście? Nie jestem przekonany, czy
jeździectwo jest dla mnie. Szybko tracę wiarę. Nie chcę cały czas kopać
konia po żebrach i walić go palcatem żeby jechał. Chciałem czerpać z
tego przyjemność, a nie walczyć z koniem o każdy metr. Poradźcie mi.
Jak to powinno wyglądać? Mam szukać innej stadniny czy zacisnąć zemby
i ćwiczyć dosiad i pracę łydkami w stępie przez kilka miesięcy? Problemy
mam nie tylko ja. Dwie dziewczyny (nieźle jeżdżą jak dla mnie -
przynajmniej pół roku) również bronią się przed galopem na tym samym
padoku (na innych koniach!). Muszą używać palcata aby koń zagalopował
bo "koń to zwierze uparte i leniwe" jak mówi instruktor. Moje
wspomnienia o koniach posłusznych i chętnych do pracy giną w obliczu
tego zderzenia z rzeczywistością. Będę wdzięczny za jakiekolwiek próby
zrozumienia mnie, bądź wyjaśnienia mi "o co chodzi koniarskim
instruktorom" lub o co chodzi z leniwymi końmi? Chcę jeździć po
ujeżdżalni, chcę się uczyć i poznać jak najwięcej, ale nie w taki sposób.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
T.B.
koniuszy


Dołączył: 17 Maj 2005
Posty: 5648
Skąd: Koziegłowy koło Poznania

PostWysłany: Sob. 15 Maj. 2010, 02:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ten pierwszy raz miałeś (miałaś?) taki super, że aż strach: super koń, super zdolny uczeń i super nieodpowiedzialny instruktor. No ale fajne są takie przygody, jeśli naprawdę się zdarzają.

Potem wróciłeś na ziemię, choć raczej należałoby powiedzieć, że walnąłeś o beton i obudziłeś się. Nie wątpię, że są takie stajnie gdzie pod hasłem "nauka jazdy konnej" odbywa się karę za wszystkie grzechy popełnione w życiu. Chociaż powiem od razu, że ja takie stajnie znam tylko z opowiadań. Widocznie miałem trochę szczęścia. Ale przecież wystarczy popytać, żeby znaleźć normalne miejsce do jazdy konnej. No chyba, że ktoś lubi się dręczyć i być dręczonym. Różne są zboczenia. Keep smiling
_________________

Nie ufam ludziom, którzy zajeżdżają konie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Kuhajlan
podjezdek
podjezdek


Dołączył: 31 Maj 2009
Posty: 232
Skąd: ze stajni

PostWysłany: Sob. 15 Maj. 2010, 10:16    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Drogi sniez!!
Cieszę się, że są jeszcze tacy ludzie jak ty, którzy nie jeżdżą dla szpanu- aby się popisać czy podkreślić swoją pozycję społeczną tylko po prostu aby jeździć!
Jeśli masz skończone 18 lat to pamiętaj jednak, żeby do jazdy wybierać mniejsze ośrodki czy prywatne stajnię. Konie w typowych szkółkach to konie 7- 16 letnie, które znają już swój "fach" na wylot i wiedzą jak skutecznie uprzykrzyć życie jeźdźcowi. Ponadto- na tych konikach jeżdżą ludzie uczący się od 0 i jest ich dużo. Tacy ludzie, pozwalając koniowi na wyrywanie sobie wodzy z rąk, olewanie łydki itd. uczą ich złych nawyków. U prywaciarza masz gwarancję, że na danym koniu jeździsz tylko ty i właściciel (vel dzieci właściciela, jakaś jego rodzina) i jeśli koń pod tobą pozwoli sobie na wieszanie się na wodzach to możesz mieć pewność, że zaraz nie wsiądzie na niego "niedzielny jeździec", który pozwoli mu na dalsze uskutecznianie tego patentu tylko dobrze jeżdżący właściciel, który szybko wybije mu to z głowy.
Pamiętaj! Gdy decydujesz się na naukę w prywatnej stajni- wybieraj taką, w której pilnowałaby cię osoba, która potrafi jeździć (ludzie mogą trzymać konie dla przyjemności, nie jeżdżąc na nich).
Serdecznie pozdrawiam i życzę jak
najdłuższej i jak najprzyjemniejszej
przygody z końmi!
Karolina
_________________
Freedom- The Oldest Satans Child
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
antonuwkaa
dwulatek
dwulatek


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 161

PostWysłany: Pon. 17 Maj. 2010, 20:11    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

ja pamiętam że nie raz płakałam gdy mi coś nie wychodziło byłam wściekła na siebie!ale i wdzięczna mojej ówczesnej instruktorce - pozd, dla karoli która wyjechała-że mnie nie odpuściła i uwierzyła we mnie, choć wiem że nie pojade na zawody to każda godzina spędzona na końskim grzbiecie... no wiecie Laughing tak że nie daj sie i ucz sie pilnie i czerp z tego radość Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
sniez
źrebak
źrebak


Dołączył: 11 Maj 2010
Posty: 25
Skąd: Łódź

PostWysłany: Pon. 17 Maj. 2010, 22:59    Temat postu: nie jest źle Odpowiedz z cytatem

Dzięki za odpowiedź.

Mam 30 lat i nie znam nikogo z kręgu "koniarzy" więc właściwie nie mam się kogo zapytać. Adresy wyszukuję w necie.

Wyszło jednak na to, że jest o.k. Skorzystałem z uwag i znalazłem hodowcę koni poza miastem z możliwością odbycia jazd. Ludzie raczej wiedzą o co chodzi, ale najważniejsze - z powrotem czuję tą energię i chęć do pracy u konia. Nie było mowy o galopie i sporo czasu spędziłem na uwięzi, ale dużo mam jeszcze do nauczenia więc jestem cierpliwy.

Faktycznie teraz widzę, że mój pierwszy koń był bardzo posłuszny i chętny do pracy. Znał świetnie plac, nie wymagał kierowania i utrzymywał tempo na głos instruktora. Teraz muszę się starać, aby koń nie pojechał sobie do stajni, z drugiej strony czuję, że jeden ruch nogi z pewnością wprawi go w galop, a każda reakcja wodzami przynosi jakiś efekt.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kuhajlan
podjezdek
podjezdek


Dołączył: 31 Maj 2009
Posty: 232
Skąd: ze stajni

PostWysłany: Wto. 18 Maj. 2010, 07:42    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

To bardzo dobrze Smile Niejeden by ci powiedział, że idziesz "na łatwiznę" ale miej świadomość, że wcale tak nie jest.
Po prostu uciekasz od rozczarowania i zafałszowanej wizji jeździectwa. Jeśli chciałbyś mieć konia to przecież nie kupisz zajeżdżonego zwierzaka ze szkółki tylko poprawnie chodzącego konia. Na pewno na "jeździe próbnej" będziesz zwracał uwagę na to jak koń reaguje na wodze, na łydkę, na głos.
Sama miałam dość zabawną historię: Sześć lat temu dziewczyna z trzyletnim już wtedy stażem jeździeckim (ja xD) postanowiła zmienić styl na western. Znalazła w swojej okolicy osobę, która hoduje konie i właśnie ten styl uprawia. Wcześniej jeździła tylko w szkółkach ale właściciel był bardzo miły i powiedział "jasne, bez problemu możesz u mnie jeździć". Wybraliśmy się w teren. On najpierw pokazał mi jak poprawnie siedzieć w westernowej kulbace, jak działać łydką do zakrętów, jak działać wodzą i takie inne instrukcję w stępie i kłusie. Jedziemy więc dróżką między polami. Ja z przodu, aby właściciel mnie widział i korygował moje błędy. Droga równa, prosta to co? Wchodzimy w galop! Dostałam instrukcję: "zadziałaj mocniej łydką i dosiadem". No to zadziałałam... Ale "mocniej" czyli tak, jak działałam "mocniej" na te szkółkowe "przymuły"... panie... jak mi ten koń w cwał poszedł... Wcześniej jeździłam tylko na czworoboku albo jakieś lekkie tereniki z instruktorką, na których mało było galopu a takiej prędkości to ja na koniu nigdy nie osiągnęłam... W każdym razie w moim odczuciu to była prędkość ponaddźwiękowa. Nie wiedziałam czego się chwycić. Odchyliłam się do tyłu i pociągnęłam za wodze. Oczywiście też z taką siłą, jak ciągnęłam za wodze tych szkółkowych. Koń trzy metry na zadzie jechał- jak w westernach. Właściciel do mnie dojechał, myślałam, że będzie wrzeszczał a on tylko: "e, John Wayne, ty jeszcze tak nie szarżuj" i zaczął się śmiać. W tej stajni spędziłam cztery lata. Właściciel nauczył mnie jak szkolić konia naturalem. Razem opracowaliśmy metodę układania konia pod west. Do dzisiaj nie raz tam wpadam xD
_________________
Freedom- The Oldest Satans Child
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
evaQniK
dwulatek
dwulatek


Dołączył: 08 Kwi 2010
Posty: 118

PostWysłany: Wto. 18 Maj. 2010, 15:22    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

świetne macie przygody:) Kuhajlan-normalnie podziwiam twoją odwage w tym galopie he he to musiała być jazda:) ja to się dopiero cykam jak jedżę co nie antonuwka??? Laughing dygam sie panika ale jade:)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kulciakoniara
roczniak
roczniak


Dołączył: 20 Sty 2008
Posty: 64

PostWysłany: Wto. 18 Maj. 2010, 15:36    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

heh. no rzeczywiście , jazda musiała myć super . ; D.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Zagadaj na GG
Kuhajlan
podjezdek
podjezdek


Dołączył: 31 Maj 2009
Posty: 232
Skąd: ze stajni

PostWysłany: Wto. 18 Maj. 2010, 17:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

evaQnik wtedy wcale nie było tak fajnie. Tak jak pisałam- wcześniej nigdy nie galopowałam szybciej niż trochę więcej niż wolny galop także to był szok i panika Smile
_________________
Freedom- The Oldest Satans Child
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
sniez
źrebak
źrebak


Dołączył: 11 Maj 2010
Posty: 25
Skąd: Łódź

PostWysłany: Sro. 19 Maj. 2010, 11:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ale szlaki masz przetarte. Cwał Ci nie straszny Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kuhajlan
podjezdek
podjezdek


Dołączył: 31 Maj 2009
Posty: 232
Skąd: ze stajni

PostWysłany: Sro. 19 Maj. 2010, 16:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Łeee tam Smile teraz, po sześciu latach, to się to robi dla zabawy.
_________________
Freedom- The Oldest Satans Child
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
sniez
źrebak
źrebak


Dołączył: 11 Maj 2010
Posty: 25
Skąd: Łódź

PostWysłany: Sro. 26 Maj. 2010, 09:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Im więcej czytam, tym więcej rozumiem. Łatwo się jeździ na łatwym i posłusznym koniu. Konie z obleganej szkółki bronią się przed "złym jeźdźcem" i dają mu popalić. Wygląda na to, że na łatwym koniu będę ćwiczył dla przyjemności (w weekendy), a na trudnych i opornych będę raz w tygodniu praktykował moją zdolność przekonywania.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Nasza Szkapa Strona Główna -> O koniach na poważnie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group