Trasa, ta
przebiega terenami Wielkopolskiego Parku Narodowego i liczy
około 24 km nie licząc dojazdu szosą (nie wiem ile dokładnie,
bo siadł mi licznik). Znajdziecie na niej zarówno wąskie,
techniczne ścieżki, jak i odcinki typowo kondycyjne. Do punktu
wyjścia możemy dojechać, jak już wspomniałem, szosą (ok. 20
km) lub ścieżką rowerową wzdłuż Warty. Start znajduje się
w miejscu, w którym szosa Luboń-Mosina (przedłużenie ul.
Armii Poznań) krzyżuje się z szosą prowadzącą do wsi
Trzebaw. W tym miejscu szosę przecina również żółty szlak,
którym ruszamy "dwupasmową" ścieżką pod górę. Po
ok. 1.5 km ścieżka zwęża się i zamienia w dość atrakcyjny
zjazd (cały czas trzymamy się żółtego szlaku). Po chwili
dojeżdżamy do niewielkiej polany na której skręcamy w prawo.
Teraz przejeżdżamy obok niewielkiego, zarośniętego stawu,
kilometr za nim znajduje się skrzyżowanie z czerwonym szlakiem
(droga z betonowych płyt), skręcamy w lewo. Przed Ośrodkiem
Dyrekcji WPN w lewo i na wysokości parkingu w prawo. Szeroką
bitą drogą dojeżdżamy do Jeziora Góreckiego, i jedziemy
dalej czerwonym szlakiem wzdłuż jego brzegu. Za ostrym
zakrętem w lewo ścieżka staje się szersza i po chwili
dojeżdżamy do skrzyżowania z niebieskim szlakiem. Skręcamy w
prawo i dość szeroką, miejscami kamienistą drogą
dojeżdżamy do wsi Górka, która jest dla mnie synonimem
spokojnej, odciętej od świata osady. Na drugim końcu wsi
skręcamy w prawo i jedziemy trawiastą ścieżką pod górę. Po
chwili podjazd zamienia się w zjazd i dojeżdżamy do brzegu
jeziora Łódzkiego. Nad jeziorem zmieniamy kolor szlaku na
czarny i jedziemy w lewo. Tu zaczyna się mój ulubiony fragment
trasy. Po przedarciu się przez pokrzywy przekraczamy drewnianym
mostkiem niewielki strumień i wyjeżdżamy na krętą, pnącą
się lekko pod górę ścieżkę, która wyprowadza nas nad
stromy brzeg jeziora Dymaczewskiego. Taką krętą, pełną
krótkich podjazdów i zjazdów dróżką (uwaga na
spacerowiczów!) dojeżdżamy do Starego Dymaczewa, gdzie w
sklepie możemy uzupełnić zapasy. Zjeżdżamy do głównej
szosy którą dojeżdżamy do Krosinka. W Krosinku skręcamy w
drogę do Ludwikowa. Po ok. kilometrze asfaltowego podjazdu
dojeżdżamy do szlabanu szpitala chorób dróg oddechowych. Tuż
za szlabanem skręcamy w lewo na coś w rodzaju zadomowego
podwórka i od razu w prawo w ścieżkę w tunelu z drzew.
Ścieżka ta szybko przemienia się w długi, trawiasty zjazd,
którym jazda przypomina mi lot F-16 na małej wysokości. Na
skrzyżowaniu w kształcie litery "T" skręcamy w prawo
i dość szeroką drogą, czerwonym szlakiem przejeżdżamy koło
jeziora Kociołek. Jedziemy cały czas prosto, mijamy głaz A.
Wodziczki i dojeżdżamy do sporej polany na której droga
rozwidla się. My jedziemy w lewo, dojeżdżamy do asfaltu,
skręcamy w prawo, potem od razu w lewo i brukowym podjazdem
dojeżdżamy do szczytu Osowej Góry-najwyższego wzniesienia
WPN-u. Kolejny fragment jest trudny do opisania słowami, więc
musicie zdać się na swoją orientację. Z Osowej zjeżdżamy
wąską ścieżką, która prowadzi lekko w lewo patrząc od
strony szosy, mijamy niewielkie stawy i dojeżdżamy do
kamienistej drogi którą jedziemy w dół. Po chwili
wyjeżdżamy na szeroką bitą drogę, którą dojeżdżamy do
szosy. Skręcamy w prawo i dojeżdżamy do punktu wyjścia -
skrzyżowania z szosą do Lubonia.
Trasy